Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiastki moje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Opowiastki moje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 lipca 2011

Brak tytułu nadal

Najpierw zacznę od spraw "organizacyjnych", że tak się określę. Żeby nie było wszystko co tu piszę jest zmyślone i co ważniejsze wymyślone przeze mnie. Nie kopiuję. 
I tak na marginesie denerwuje mnie to, że ktoś mógł już spełnić swoje marzenie i jest osobą młodszą ode mnie a ja nadal usiłuje to zrobić. To wkurzające.  
Przepraszam, że długo nic nie dodawałam i po takim czasie jest tylko tyle.
Miłego czytania. 


***
Dwie godziny przed naszym spotkaniem zaczęłam się szykować. Kąpiel miałam już z głowy więc teraz czas zająć się wyglądem. Przejrzałam wszystkie ciuchy i nie wiedziałam co wybrać. Pierwsze co muszę wziąć pod uwagę to to, że jest okropnie zimno więc jakieś sukienki czy legginsy odpadają. Więc wezmę jeansy. Tylko nie wiem, które. Idziemy do kawiarni więc nie mogę wyglądać zbyt szykownie albo ekstrawagancko więc z pewnością odpadają przetarte spodnie z dziurami. Zresztą nie ma co świrować idziemy tylko na kawę i ciastko nic więcej, uspokój się Laura! Powtarzałam sobie bez skutecznie. Nigdy do nikogo nie czułam tak dużo jak do Kamila. Jest dla mnie naprawdę bardzo ważny. Dobra uspokój się i nie świruj, skarciłam siebie w myślach. Jeszcze raz na spokojnie przejrzałam swoją szafę. Tym razem wybór był prostszy. Wybrałam zwykłe, najzwyklejsze ciemne jeansy i czarną bluzkę z długim rękawem i oczywiście dużym dekoltem. Na to założę jakąś kolorową bluzę żeby nie wyglądać jak na stypie czy jak w żałobie. Po raz wtóry zajrzałam do szafy i wyjęłam bluzę w kolorowe paski. Strój miałam już przygotowany, co prawda zajęło mi to trochę czasu ale przynajmniej jest idealny. Ubrałam się w niego i pognałam do łazienki. Spojrzałam w lustro i już wiedziałam co dzisiaj będę musiała zakryć pod warstwą podkładu i pudru. Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów i nałożyłam na nią pastę i energicznymi ruchami nadgarstka szybko i sprawnie umyłam zęby. Następnie związałam włosy, podpięłam grzywkę i umyłam twarz tonikiem. Zajrzałam do kosmetyczki i wyjęłam z niej, kończący się już, podkład i nałożyłam go delikatnie wcierając. Chciałam wyglądać jak najbardziej naturalnie więc zrezygnowałam z cienia do powiek. Umalowałam tylko rzęsy. 
Wpół do szesnastej byłam już gotowa. Założyłam kurtkę, wysokie buty oraz ciepły szalik i czapkę i wyszłam na dwór. Wiatr nie wiał już tak mocno jak rano ale nadal był nieprzyjemny. Osłoniłam twarz szalikiem aby igiełki lodowatego wiatru nie mroziły mi policzków. 
Wyjęłam telefon z kieszonki jeansów i spojrzałam na wyświetlacz. Jest za pięć szesnasta. Zdjęłam kurtkę, czapkę oraz szalik i powiesiłam na wieszaku. Znalazłam jakiś przyjemny kącik i usiadłam na jednym z wiklinowych krzesełek. Poprawiłam włosy i spojrzałam w ciemny wyświetlacz telefonu, który służył mi za lusterko. Dobrze, że użyłam lakieru inaczej miałabym niezłą szopkę na głowie. Schowała komórkę do kieszonki i spokojnie czekała na Kamila. 
Po kilku minutach otworzyły się drzwi do kawiarni w których stał Kamil. Rozglądał się po pomieszczeniu aż w końcu jego wzrok padł na mnie. Na jego ustach wyskoczył uśmiech od ucha do ucha. 
- Cześć. Przepraszam za spóźnienie- przywitał się
- O, nie musisz przepraszać. Przyszłam troszkę wcześniej. 
- To super.- usiadł na przeciwko i spojrzał mi w oczy. Zawstydzona spuściłam wzrok a moje policzki pokryły się rumieńcami.
- Co bierzemy?- spytał
Spojrzałam na ulotkę i zdecydowałam się na cappuccino i wuzetkę. Powiedziałam Kamilowi na co mam ochotę.
- No dobra ja sobie wezmę raczej gorącą herbatę i sernik. Zaraz wracam.- posłał mi wspaniały uśmiech i po chwili zniknął mi z oczu. 
Ponownie spojrzałam w telefonowe lusterko. Nic się nie zmieniło i nadal wyglądam dobrze. Po kilku minutach wrócił Kamil z dwoma talerzykami. 
- Ten dla ciebie- postawił przede mną jeden z talerzyków.- Idę jeszcze po herbatę.
- Może ci pomóc?- zaoferowałam się
- Nie trzeba, poradzę sobie.-  ponownie się do mnie uśmiechnął ukazując przy tym proste i białe zęby. 
W chwilę po tym siedział już koło mnie i razem popijaliśmy swoje napoje. 
- Ale dzisiaj zimno- zaczął
- Strasznie. Szczególnie przez ten wiatr.
- Jutro mamy zawody. Przez tą pogodę nie chce mi się tam iść.
Kamil grał w szkolnej drużynie siatkarskiej i był naprawdę bardzo dobry. 
- A na jakiej pozycji grasz?- zapytałam 
- Różnie ale najbardziej pasuje mi być środkowym i rozgrywającym. 
- Też kiedyś grałam w siatkę. 
- I na jakiej pozycji?- spytał zainteresowany
- Przyjmująca.
- No proszę. Nie wiedziałem.
- Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz.- uśmiechnęłam się do niego zalotnie
- Ale mam nadzieję, że poznam cię jak najlepiej.
No i tak zaczęliśmy sobie rozmawiać a minuty płynęły jak woda w kranie. Spojrzałam na zegar ścienny i była już za dwadzieścia osiemnasta. Zrobiłam zawiedzioną minę. Dostrzegł to Kamil i źle to zinterpretował.
- To może odprowadzę cię do domu?
- Z wielką chęcią. 
Założyłam kurtkę, czapkę i porządnie okręciłam się szalikiem. Gdy wyszliśmy na zewnątrz mocny podmuch wiatru od razu nas ostudził a droga powrotna była istną męczarnią. Nie tak to sobie wyobrażałam. Zamiast mile gawędzić z Kamilem zastanawiałam się kiedy pokaże się mój dom. Jeszcze nigdy chyba nie spieszyło mi się do ciepłego mieszkania tak jak teraz. Z Kamilem zamieniliśmy zaledwie kilka zdań. Ta pogoda jest do niczego! Psuje mi wszystkie plany. 
Kiedy staliśmy już przed moim domem podziękowałam mu, że zadał sobie trud i odprowadził mnie. 
- Co do następnego spotkania to jeszcze się dogadamy- powiedziałam i stanąwszy na palcach pocałowałam go w zimny policzek.
Uśmiechnął się nonszalancko i pożegnał się. Pomachałam mu jeszcze na do widzenia i jak najszybciej mogłam wbiegłam do domu. Moje zmarznięte ciało utuliło wspaniałe ciepło, które powolutku zaczęło robić swoje. Zdjęłam mokrą kurtkę a szalik i czapkę rozwiesiłam na gorącym kaloryferze. Wyjęłam skostniałe nogi z butów i poruszyłam palcami. Usłyszałam hałasy dochodzące z kuchni i tam też się udałam. Przy blacie krzątała się mama i robiła gorącą czekoladę. 
- To dla mnie?- zapytałam chłonąc wzrokiem parę wydobywającą się z kubka
- Nie to dla Nikodema wrócił dopiero z sanek. Ale tobie też mogę zrobić.
- Po proszę.- odparłam i usiadłam na krześle. 
- Jak było?- spytała mama
- W kawiarni było całkiem przyjemnie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i szybko zleciał czas, ale droga powrotna była paskudna. Nie wiedziałam, że się tak rozwieje. Jak wychodziłam z domu nie było aż tak zimno.
- To czemu nie zadzwoniłaś po ojca? Przyjechałby po ciebie.
- Nie chciałam, żeby przyjeżdżał. Kamil mnie odprowadził.
- Biedaczyna. To chociaż mogłaś mu zaproponować podwózkę do domu. On cię odprowadza pod sam dom w taka pogodę a ty go zostawiasz na pastwę losu?
- Em.. nie pomyślałam- na mojej twarzy wyskoczył rumieniec zawstydzenia i spuściłam głowę. 
- No to jak się rozchoruje to ja za leki płacić nie będę- zaśmiała się
- Oj tam mamo.. 
- No co nie ma mowy. Z kieszonkowego będziesz ty płacić- uśmiechnęła się do mnie i postawiła przede mną kubek z gorącą czekoladą- to dla Ciebie.
- Dzięki mamo- pocałowałam ją w policzek i wstałam z krzesła.
- Idziesz na górę?
- Tak
- To weź też swojemu bratu. 
- Jasne.
Chwyciłam drugi kubek i ruszyłam powolutku po schodach.Stanęłam przed pokojem brata i kilka razy uderzyłam nogą o drzwi. 
- Otwórz!- krzyknęłam. Po pełnej minucie w końcu otworzył.- Przyniosłam Ci czekoladę. 
- O dzięki.- zabrał ode mnie jeden kubek i zamknął mi drzwi przed nosem. 
Już się nic nie odzywałam. Miałam na głowie inne sprawy niż kłótnia z małym wypierdkiem. 
Usiadłam po turecku na łóżku i przykryłam nogi kołdrą. Pijąc małymi łyczkami gorącą czekoladę powoli zaczynało robić mi się ciepło. Kiedy już skończyłam pić odstawiłam kubek na szafkę nocną i cała przykryłam się kołdrą. Sięgnęłam jeszcze tylko po pilota i włączyłam telewizor. Akurat na jednym z kanałów zaczynał się film, który od dawna chciałam obejrzeć. Po prawie dwu godzinnym seansie zrobiło mi się już całkowicie gorąco więc poszłam się wykąpać. Spojrzałam jeszcze na telefon czy przypadkiem Kamil niczego nie napisał. Niestety rozczarowana odłożyłam aparat z powrotem na swoje miejsce. 
Z pokoju zabrałam piżamkę i poszłam do łazienki. Kąpiel zajęła mi nie całe czterdzieści minut. Wysuszyłam włosy i w dwu częściowej, flanelowej piżamie oraz włochatych kapciach poszłam do kuchni zrobić sobie kolacje. Niby ostatni posiłek powinnam zjeść już dawno, bo na noc się nie je, ale głód był silniejszy i ostatecznie zjadłam dwie kanapki z żółtym (bardzo kalorycznym) serem i wypiłam herbatę. No to zamiast chudnąć przybierze mi następne kilka kilo. Muszę porządnie wziąć się za swoją figurę, bo jeśli dalej tak pójdzie będę wyglądać jak trzydrzwiowa szafa. Po posiłku poczułam się okropnie senna i od razu zasnęłam.
Następnego dnia rano zbudził mnie warkot telefonu.  Przyszedł sms. Spojrzałam na nadawcę i  niestety nie był to Kamil. Pisała moja przyjaciółka Wiktoria, chce pójść ze mną do miasta. Odpisałam jej, że niestety nie wybiorę się z nią, bo jeszcze śpię. W naszej przyjaźni najlepsze było to, że nie obrażamy się na siebie tylko dlatego, że nie możemy czegoś zrobić. Kiedyś miałam taką koleżankę, która po pierwsze wypominała mi wszystko co źle zrobiłam a po drugie strasznie dużo ode mnie wymagała. Niestety nasza "przyjaźń" nie przetrwała do chwili obecnej. Rozstałyśmy się pod koniec podstawówki, kiedy poszłyśmy do innych gimnazjów.
Odłożyłam telefon na stolik i ponownie usiłowałam zasnąć. Niestety bez skutków. Poleżałam jeszcze dobre piętnaście minut po czym wstałam. Dłużej nie mogłam czekać na wiadomość od Kamila, sama do niego napiszę. Wystukałam na telefonie sms o treści: 



" Cześć Kamil. Mam nadzieję, że nie rozchorowałeś się po wczorajszym dniu. Chcę Ci powiedzieć, że było bardzo miło. Następnym razem zapraszam Cię do mnie :)".

I wysłane. 
Odłożyłam komórkę z powrotem na swoje miejsce i poszłam na śniadanie. 
W kuchni siedział tato i czytał gazetę spojrzał na mnie i z uśmiechem na twarzy ciepło mnie przywitał.
- Witaj skarbie. Jak się spało?
- Dobrze a tobie?
- Nie specjalnie. W zasadzie to nie spałem. Dzwonili wieczorem z pracy, była jakaś awaria i musiałem przyjechać.
- O, to kiepsko. To czego nie kładziesz się spać?- spytałam nastawiając wodę na herbatę.
- Czekam na mamę. Chcę z nią zamienić parę zdań.- spojrzałam na niego
- Stało się coś?- zapytałam smarując sobie chleb masłem.
- Nie nic. Nic specjalnego.- machnął ręką 
- Jestem już duża tato. Możesz mi powiedzieć.
- Słońce naprawdę to nic poważnego. Nie zaprzątaj sobie tym głowy. 
Zrobiłam skwaszoną minę i w końcu odpuściłam. Z tego człowieka jest okropnie ciężko wydobyć jakiekolwiek informacje. 
Siadłam do stołu z kanapką i herbatą i zapatrzyłam się w okno. Na dworze pogoda nie uległa zmianie. Śnieg prószył z całych sił a wiatr mu wtórował. Dzisiaj chyba przesiedzę cały dzień w domu. 






piątek, 22 lipca 2011

Część druga

Rano obudziłam się wypoczęta i pełna sił i o dziwo, nic mnie nie bolało. Spojrzałam na zegarek i było pięć po dziesiątej. Wstałam z łóżka i od razu uderzyła mnie fala chłodu. Ponownie weszłam pod kołdrę i poleżałam rozmyślając o niebieskich migdałach. Niestety zmuszona byłam wstać ponieważ mój żołądek głośno domagał się jedzenia. Zarzuciłam więc koc na plecy i przemierzając z nim pokój podeszłam do komody z bielizną. Pogrzebałam w niej chwile i w końcu wyciągnęłam grube, wełniane skarpety i moje ulubione majtki. Zajrzałam także do szafki po jakiś ciepły dres i bawełnianą bluzkę. Zrzuciłam koc i szybko nałożyłam bluzę. Przeszedł mnie zimny dreszcz. Nie do wiary! Od kiedy u nas w domu jest tak zimno? Z plikiem ubrań pod pachą i kubkiem, który wczoraj zostawiłam na parapecie udałam się do kuchni. Przy stole siedział Nikodem i zajadał swoje ulubione płatki miodowe. 
- Cześć.- przywitałam się
- Cześć- odpowiedział z buzią wypchaną drobnymi kuleczkami.
Spojrzałam na niego i stwierdziłam, że jest niechlują. Tak jak większość chłopaków. Przepłukałam kubek i postawiłam go na blacie wkładając do niego saszetkę z zieloną herbatą. Nastawiłam czajnik i usiadłam koło brata. 
- Gdzie są rodzice?- spytałam wyglądając przez okno
- Pojechali do miasta.
- Kiedy wrócą?
- Nie wiem. 
- A po co pojechali?- dopytywałam się.
- Nie wiem nie mówili mi.- odparł lekko zirytowany. - A czego się tak dopytujesz?- zapytał.
- Ktoś musi rozpalić w domu. Nie czujesz jak jest zimno?
- Czuje. Mam na sobie grube skarpety i dwie bluzy więc raczej czuje.
- Nie napijesz się herbaty?
- Jak mi zrobisz to z wielką chęcią.- uśmiechnął się tryumfalnie a ja przewróciłam oczami. 
- Leń.
Wstałam z krzesła i stanęłam w oknie. Na dworze panowała niezła zawieja. Ledwie było widać dom po drugiej stronie ulicy. Drobny jak ryż śnieg prószył niemiłosiernie. Spojrzałam na termometr. Ten wskazywał 23 stopnie na minusie. No to ładną mamy zimę. Odeszłam od okna i wyjęłam z szafki jeszcze jeden kubek. Czajnik zaczął gwizdać a ja zalałam wrzątkiem dwie herbaty. Jak zwykle sobie posłodziłam łyżeczkę a młodszemu bratu dwie. 
- Masz herbatę.
- Dzięki, podasz mi?-spojrzałam na niego zdziwiona
- Chyba śnisz.- odparłam i podeszłam do lodówki.
W środku znalazłam dwa plastry starej polędwicy, karton mleka i ketchup. No to ładnie. Widać zjem dzisiaj pożywne śniadanie. Wyjęłam mleko oraz mały rondel i postawiłam na gazie. Z górnej szafki wyciągnęłam miseczkę i paczkę miodowych płatków. Szybkim ruchem nasypałam je do naczynia a puste opakowanie wyrzuciłam do kosza. Poczekałam jeszcze chwile na mleko a kiedy było już w sam raz zalałam nim małe kółeczka. Razem z herbatą zaniosłam swoje jedzenie na stół i usiadłam na jednym z krzeseł. Zjadłam płatki i odstawiłam miseczkę do zlewu. Spojrzałam na brata i właśnie kończył czytać jeden ze swoich durnowatych komiksów.
-  Kiedy oni wrócą..- zniecierpliwiona wyglądałam przez okno
- Weź daj spokój. Co ci tak zależy?- podniósł wzrok znad gazety i spojrzał na mnie.
- Chcę się wykąpać. 
- To nie możesz teraz?- zapytał
- W takim zimnie nie zdejmę z siebie nawet bluzy a co dopiero wejść do wanny z wodą. 
- Z gorącą wodą- dodał
- Nie ważne z jaką i tak będzie mi zimno.
Zaczęłam chodzić w kółko po kuchni i co chwile wyglądać przez okno. No niech już przyjeżdżają! W każdej chwili może zadzwonić Kamil i umówić się ze mną. A jeśli zechce zaraz..nie mogę mu odmówić! Zaczęłam jeszcze bardziej się niecierpliwić.
- Zadzwoń do nich i nie stercz tu tak- powiedział Nikodem.
Sięgnęłam po telefon i wystukałam numer do mamy. Po dwóch sygnałach usłyszałam jej głos.
- No co tam córciu?
- Gdzie jesteście? 
- W mieście.
- A kiedy będziecie?
- Za jakaś godzinę. Są straszne korki. W nocy napadało tyle śniegu, że nie dało się wyjechać z podjazdu.
- A nie da się szybciej? 
- Raczej nie. 
- Postarajcie się. Cześć.
Rozłączyłam się i odłożyłam słuchawkę na widełki. 
- Będą za godzinę.- rzuciłam i wyszłam z kuchni.
Przechodząc koło łazienki zatrzymałam się na chwile gotowa wejść do niej i odkręcić kurki. Jednak zdrowy rozsądek podpowiedział mi, żebym jak najszybciej weszła pod kołdrę. I tak też zrobiłam. Przykryłam się po same uszy i wpatrywałam w sufit. Po dziesięciu minutach zrobiło mi się znacznie cieplej i byłam w stanie wyciągnąć rękę i z szafki nocnej wziąć telefon. Spojrzałam na ekranik. Nikt do mnie nie dzwonił i nie pisał. Od razu pomyślałam o Kamilu. Pewnie jeszcze śpi. Jedno spotkanie sam na sam i od razu przewraca mi w głowie. Nie mogę przestać o nim myśleć, po tysiąc razy mogę zastanawiać się nad każdym fragmentem jego ciała. Jest taki przystojny. Dobrze zbudowany brunet z oczami niebieskimi i głębokimi i te wspaniałe, pełne usta. Oszołamia mnie jego uroda. Czuje się przy nim jak szara myszka chociaż Bozia również nie skąpiła mi urody. Mam długie brązowe włosy, zgrabny nos, pełne usta i duże, szare oczy. W dodatku jestem wysoka i mam ładną figurę. Często przed w-fem dziewczyny dziwnie się na mnie patrzyły aż w końcu zaczęłam się przebierać w łazience. To było  bardzo krępujące kiedy ponad dziesięć dziewczyn prawie dzień w dzień mierzy cię wzrokiem od stóp do głów. Nie miałam im odwagi powiedzieć, że źle się z tym czuję więc się tam nie przebierałam. W końcu stało się to męczące i nie mogłam dłużej tak wytrzymać. Ponownie zaczęłam przebierać się w szatni a gdy one znowu zaczęły patrzeć na mnie tym dziwnym wzrokiem w końcu im wygarnęłam i więcej żadna nie spojrzała na mnie tym sposobem. Przyniosło mi to wielką ulgę i w duchu byłam z siebie okropnie zadowolona. Zdałam sobie sprawę, że powinnam była zrobić to już wcześniej a nie się męczyć. 
Rozmyślania przerwały mi odgłosy dochodzące z dołu. Pewnie rodzice już są. Wyszłam spod ciepłej kołdry i ponownie jak rano zarzuciłam na siebie koc i poszłam z nim do kuchni. 
- Cześć- przywitałam się
- Cześć skarbie, jadłaś już?- spytała mama
- Tak. Wybór był nie wielki.
- Zrobiliśmy już zakupy.
- Widzę. A może ktoś w końcu rozpalić w piecu? Zamarzamy.- upominałam się
- Tato już poszedł. Pomożesz mi rozpakować zakupy?
- Jasne.
Podeszłam do blatu i zaczęłam wyjmować jedzenie z reklamówek, które wręcz ociekały wodą. Krzątałyśmy się w kuchni w ciszy aż w końcu mama podjęła rozmowę:
- Jak się wczoraj bawiłaś?- spytała zerkając na mnie ukradkiem
- Em.. dobrze. 
- I tyle? Nie powiesz nic więcej. Co robiliście?- dopytywała
- Byliśmy w kinie.
- Na czym?
- Na...- zastanowiłam się chwile.- Na jakimś dramacie. Nic specjalnego.- machnęłam ręką.
- O czym był?- ponownie spojrzała na mnie tym razem z uśmiechem na twarzy.
- O niczym ciekawym. Ja muszę już iść. Muszę się wykąpać. 
Wyszłam z kuchni zanim mama cokolwiek mi odpowiedziała. Nie lubię gdy zadaje mi takie pytania i wypytuje o chłopaków. Dziwnie się wtedy czuję i nie wiem co mówić. Zazwyczaj kończy się właśnie jakąś wymówką i szybką ucieczką. Weszłam do pokoju i aby troszkę się rozgrzać zaścieliłam swoje łóżko. Zabrałam wcześniej przygotowane ubrania i poszłam do łazienki. W domu zrobiło się w końcu ciepło. Nalałam sobie całą wannę gorącej wody i zanurzyłam się w niej po głowę. Dodałam jeszcze różnych olejków i płynów a ich wspaniały aromat wprawił mnie w fantastyczny nastrój. Byłam całkowicie zrelaksowana. Kiedy woda zaczęła powoli stygnąć złapałam za gąbkę i wyszorowałam się dokładnie. Z łazienki wyszłam po godzinie. Czułam się świeża, czysta, odprężona i było mi ciepło. Wzięłam telefon z szafki nocnej i zerknęłam na migoczący ekran. Dostałam wiadomość od Kamila:


" Cześć. Świetnie się wczoraj bawiłem. Może mała powtórka? Zapraszam cię do kawiarni na 16."

W naszym niewielkim miasteczku kawiarnia była tylko jedna. Spojrzałam na zegarek i ku mojemu zdziwieniu było dopiero za dwadzieścia dwunasta. Jeszcze tyle czasu do naszego spotkania. Szybko wystukałam odpowiedź na klawiaturze i wysłałam wiadomość. 


***

Dzisiaj trochę więcej ale tytułu nadal nie mam. Zresztą po co komu tytuł. Mam nadzieję, że się podoba a na wszelkie opinie czekam w komentarzach :))




Część pierwsza.

Kamil odwiózł mnie do domu. Czułam się niezręcznie gdy stanął przed moim domem. Nie wiedziałam co zrobić. W końcu rzuciłam jakby od niechcenia: "Dziękuje. Cześć" i wyszłam z samochodu. Pewnie się ze mnie śmiał, bo jeszcze przez chwilę stał na drodze i mogę się założyć, że patrzył jak robię z siebie kretynkę. No bo niby jak miałabym się zachować? Pocałować go? Znamy się dopiero od kilku dni a ja nie chcę wyjść na łatwą. 
Weszłam do domu i głośno zamknęłam drzwi za sobą.
- Jestem!- krzyknęłam nie oczekując odpowiedzi.
Szybko zdjęłam kurtkę oraz szalik i poszłam do kuchni. Postanowiłam zrobić sobie gorącej herbaty, bo przemarzłam do szpiku kości. Na dworze nieźle wiało a ja w dodatku zapomniałam czapki. Nie zdziwię się jeśli jutro wstanę z zatkanym nosem i bolącym gardłem. Nastawiłam czajnik i usiadłam na krześle biorąc w rękę pierwszą lepszą gazetę ze stosiku na stole. Udało mi się sięgnąć po jeden z komiksów mojego brata. Wow.. poczytam sobie o superbohaterach i ich walce ze złem. Po przeczytaniu kilku stron odłożyłam komiks. Jak mój brat może to czytać? W życiu nie czytałam czegoś gorszego. Wzięłam następny magazyn, który okazał się trafniejszy. Przeczytałam spis treści w poszukiwaniu jakiegoś interesującego tematu. Mój wzrok przykuł pewien nagłówek głoszący mniej więcej coś takiego: "Jak uporać się ze zbuntowanymi nastolatkami?". Otworzyłam na konkretnej stronie i oddałam się lekturze. Po niespełna dwóch minutach przerwało mi głośne wołanie czajnika. Wstałam z krzesła i wyłączyłam gaz. Z górnej szafki wyciągnęłam kubek a następnie herbatę. Zalałam wrzątkiem i posłodziłam łyżeczkę cukru. Muszę go ograniczać, bo może przysporzyć mi problemów. Ostatnio i tak znacznie przybrałam na wadze. Powinnam pomyśleć o jakiejś skuteczniej diecie czy zestawie ćwiczeń. 
Zabrałam herbatę z blatu i ponownie usiadłam przy stole kontynuując wcześniejszą czynność. Artykuł był banalny i beznadziejny. Kto w ogóle pisze takie szmiry i jak ludzie mogą to czytać? Odłożyłam gazetę z powrotem na swoje miejsce i zabrawszy swoją herbatę wyszłam do swojego pokoju. Usiadłam wygodnie na jednej z puf i pilotem włączyłam wieże. Z głośników wypływały moje ulubione kawałki. Właśnie teraz, specjalnie dla mnie grał Joe Cocker ze swoim kawałkiem "You are so beautiful". Odstawiłam kubek na parapecie i zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w słowa piosenki.Myślałam o dzisiejszym dniu, o Kamilu. Gdy zadzwonił do mnie rano z wiadomością, że pragnie zaprosić mnie do kina osłupiałam z zachwytu. Nie będę ukrywać, ale bardzo mi się podoba. Powoli traciłam jakąkolwiek nadzieje, że zadzwoni a tu taka niespodzianka! Przez cały dzień zastanawiałam się w co mam się ubrać i w końcu zdecydowałam się na jeansy i bluzkę z dekoltem, na który miał okazję się popatrzeć. Zdecydowaliśmy, że następnym razem spotkamy się gdzieś indziej, bo cały film przegadaliśmy. Nawet nie wiem o czym był. Mam nadzieję, że nie skreśliłam swoich szans tak oschle kończąc mile spędzony wieczór. Może trzeba było go pocałować? Ciekawe czy napisze jutro...
-Laura? Hej obudź się.
Powoli otworzyłam oczy i ujrzałam swojego brata stojącego na de mną. 
- Nikodem? Co jest?- zapytałam zaspana
- Jest druga w nocy. Zasnęłaś na pufie.
- Że co?- podparłam się łokciem i usiadłam wygodniej.
- Zasnęłaś na pufie. A teraz wstań i idź spać.
- Jasne. A czemu ty jeszcze nie śpisz?
- Oglądałem fajny film.- odpowiedział zmieszany
- Znowu horror?- spojrzałam na niego unosząc brew
- Oj to wcale nie był horror..- tłumaczył się
- Tak, tak. Tylko nie przychodź do mnie gdy przestraszysz się swojego cienia.
- Ha, ha zabawne.. Dobranoc. 
- Dobranoc.- posłałam mu uśmiech.
Gdy zamknął za sobą drzwi rozebrałam się i stanęłam przed lusterkiem. Złapałam za swoje piersi i podniosłam je do góry. Przyjrzałam się efektowi i stwierdziłam, że mogłyby wyglądać tak cały czas bez pomocy stanika. Odeszłam od lusterka i zajrzałam do szafki w poszukiwaniu jakiejś wygodnej piżamki. Pierwsze co wpadło mi w ręce to szara bluzka i jakieś stare spodenki za duże przynajmniej o dwa rozmiary. Założyłam wszystko na siebie i ułożyłam się w łóżku. W domu zrobiło się już chłodno więc zarzuciłam na kołdrę gruby koc. Wyłączyłam wieże i zasnęłam po kilku minutach. Śnił mi się Kamil. 


***

To na razie wszystko, bo nie mam już kiedy pisać. Jeszcze nie mam tytuły, ale dzisiaj nie mam do tego głowy. Chce mi się spać. Jutro będzie następna część a tym czasem życzę miłych snów. Dobranoc wszystkim :)

czwartek, 21 lipca 2011

Amerykański sen

 I
Oto pierwsze opowiadanie na tym blogu. Nie do końca w moim stylu, ale też się nadaje. Niestety krótkie ale popracuje jeszcze nad tym. Zresztą o postępach mojej pracy będziecie mogli przekonać się sami czytając następne opowiadania. Obiecuje, że będą lepsze. :)


 ***


Doskonale pamiętam tamten dzień. Tamtą ławkę, na której patrzyliśmy sobie prosto w oczy, tę fontannę do której wrzucaliśmy groszaki i to drzewo na którym wyryłeś nasze inicjały. Mogłam siedzieć godzinami i wpatrywać się w twoje śliczne, głębokie oczy. A ten pocałunek.. kiedy siedzieliśmy o zmroku nad brzegiem jeziora ująłeś moją twarz w obie dłonie i cicho wyszeptałeś: "kocham cię" a następnie musnąłeś moje wargi swoimi. Ta chwila na długo pozostanie w mej pamięci. Chcę żebyś wiedział, że pomimo tego co nas spotkało nadal cię kocham i nigdy nie przestanę. 
Pamiętam ten dzień, w którym po raz pierwszy się spotkaliśmy. Na samą myśl o tej sytuacji uśmiecham się. Pomyliłeś wtedy nasze torby i przez przypadek wziąłeś moją. Szukałam cię po całym lotnisku a kiedy w końcu udało mi się to zaprosiłeś mnie na kawę. Wyglądałam wtedy potwornie. Dziesięć godzin spędzonych w samolocie i jeszcze ta pomyłka przez którą zwiedziłam lotnisko z pięć razy. Jednak tobie się podobałam. Uśmiechałeś się wtedy do mnie tak promiennie a ja czerwieniłam się jak nastolatka. Rozmawialiśmy tak swobodnie jakbyśmy się już wcześniej znali. To było bardzo dziwne uczucie i kiedy wróciłam do domu długo nie mogłam przestać o tobie myśleć. Kiedy zamykałam oczy pod powiekami widziałam twoją twarz wykrzywioną w tym najwspanialszym uśmiechu.
A na naszej pierwszej randce wywiozłeś mnie po za miasto i razem oglądaliśmy gwiazdy a towarzyszył nam tylko księżyc. 
Nasz ślub to najlepsze co mnie w życiu spotkało. Biały welon, piękna suknia i tak nie dorównywały tobie. Lśniłam bo byłeś przy mnie i nigdy mnie nie opuściłeś. 
Spłodziliśmy dwójkę wspaniałych dzieci, które dodawały nam otuchy nawet kiedy sobie nie radziliśmy z problemami. 
Ale wszystko kiedyś się kończy. Nic mnie bardziej w życiu nie zabolało jak to, że nie mogłeś już przy mnie być. Odszedłeś jak sen, który nigdy nie powróci. Moja miłość nadal bucha gorącym ogniem i nie przestanie. Wspomnienie tamtych chwil daje mi siłę na nowy dzień. Na problemy, przeciwności i trudności.
Przez te piętnaście lat spędzonych razem nigdy nie poczułam się źle. Sprawiałeś, że byłam jak w transie. Moje życie z tobą było najlepszym hollywoodzkim filmem.